Ruszając na start ultramaratonu gravelowego Wanoga na dystansie 350 km, którego trasa biegła przez Kaszuby i wybrzeże, Łukasz Jerchel – reprezentujący naszą drużynę MIST (Meden-Inmed Sport Team) – miał jasny cel: pokonać dystans jednym ciągiem, bez planowanego noclegu. Początek szedł dobrze, kilometry mijały gładko. W ultramaratonie sytuacja potrafi się jednak zmienić w kilka chwil.
Na 230. kilometrze, w okolicach Trójmiasta i Redy, natrafił na innego uczestnika zawodów. Kolarz spod Warszawy był wyraźnie wyczerpany. Nikt na trasie nie ma obowiązku zatrzymywać się przy innych zawodnikach – Łukasz zrobił to mimo wszystko. Odprowadził go na najbliższą stację benzynową, gdzie obaj mogli zjeść, napić się i odpocząć.
Po chwili stało się jasne, że dalsza samotna jazda w tym stanie nie byłaby rozsądna. Przed nimi rozciągał się gęsty las ze stromym podjazdem, a zbliżała się noc. Łukasz sięgnął po telefon i po kilku próbach znalazł dla nich obu nocleg w pobliskiej miejscowości. To oznaczało rezygnację z pierwotnego założenia i z własnego wyniku.
Drugiego dnia, wypoczęci, ruszyli razem i wspólnie dojechali do mety. Wynik na mecie: 35 godzin, 52 minuty i 49 sekund.
Jako zespół MIST jesteśmy dumni – i to nie tylko z powodu dystansu. Sport wytrzymałościowy zwykle kojarzy się z wynikiem, ale równie dużo mówi o zawodniku to, jak zachowuje się wobec innych, kiedy sam jest zmęczony.
Ta sama postawa liczy się w naszej codziennej pracy.





